Znalezione na stronie fergana.ru. Dziękuję za tłumaczenie Mariuszowi Rajewskiemu.
Rząd Kirgistanu poinformował, że na poważnie zabiera się za walkę z afgańskim szlakiem narkotykowym. Na ile pewna i sprawdzona jest ta wiadomość? Jak długo rząd będzie prowadził tę walkę? I w końcu, jak odbierają próby swoich kirgiskich kolegów ich odpowiednicy z rosyjskich służb specjalnych? O tym rozmawiał w Moskwie komentator „Fergany” Nikołaj Lewin z przedstawicielem jednego z departamentów rosyjskich sił bezpieczeństwa, który poprosił o anonimowość.
- W tym roku odbył Pan do Kirgistanu podróż służbową. Jak ocenia Pan sytuację, która tam się formułuje?
- Jeśli mam odnieść się do tego pytania krótko, to szlak narkotykowy jak przechodził, tak i nadal będzie biegł przez Kirgistan. Najpoważniejszym niebezpieczeństwem, jak Pan zapewne rozumie, jest kontrabanda substancji opioidowych, w pierwszej kolejności heroiny. Według naszych opinii, z Afganistanu, przez Kirgistan rok rocznie „przepływa” około 20-25 ton heroiny i opioidów. W 2010 roku poziom przemytu zwiększył się, powodem była walka z ogólną anarchią w państwie. Obecnie jego poziom reguluje się nie tyle wysiłkiem organów egzekwowania prawa, co ograniczoną chłonnością runku narkotykowego: Rosja tak wielkiej ilości heroiny nie jest w stanie „przetrawić”. Schematy, jak i organizatorzy tego „biznesu” są powszechnie znani. Nie mogę powiedzieć, że służby specjalnego tego kraju przyjęły bierne stanowisko. Przecież powstał Komitet ds. Kontroli narkotykowej (dalej: Komitet), który zlikwidowano za rządów Bakijewa. W bieżącym roku we współpracy z Komitetem przeprowadzono kilka zatrzymań, ostatnia głośna operacja miała miejsce w okolicach Jekaterynburga, dosłownie w ciągu ostatnich dni. Jednak głównemu potokowi „trucizny” mimo wszystko udaje się uniknąć służb specjalnych.
- Dlaczego?
- Nie ujawnię tajemnicy, jeśli powiem, że biznes ten „kryją” ważni ludzie ze struktur państwa. Dlatego miejscowych baronów narkotykowych nie tyle, że nie chcą aresztować, ale nawet nie mogą pozbawić stanowisk, powiedzmy sobie szczerze, w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych.
- Powiedział Pan, że trasy tranzytu nie są żadną tajemnicą.
- To oczywiste. Heroina początkowo dociera do Górnego Badachszanu, w Tadżykistanie. Następnie różnymi drogami, między innymi pieszo i wykorzystując miejscowe sposoby transportu (np. wozami, konno – przyp. autora), dostarczają ją do Kirgistanu, w Czon Alaj. Stąd, wykorzystując już „transport samochodowy”, biały proszek (głownie afgańska heroina, częściej, koloru kremowego) dociera samochodami do baz w Osz i Dżalalabadzie. Dalej, towar wysyłany jest jedną z dwóch tras. Pierwsza – do sąsiedniego Uzbekistanu. Przecież tylko dla zwykłych ludzi granica jest tutaj zamknięta, a dla tranzytu - nie. Trasa druga – wykorzystując autostradę, następnie przez góry do Obwodu Czujskiego. Stąd znów możliwe są dwa warianty drogi, heroina wędruje albo do Kara-Bałty, a następnie do Kazachstanu i dalej do Rosji, lub też magazynowana jest w Biszkeku, a stąd niewielkie partie towaru rozwozi się do licznych rosyjskich miast pasażerskimi lotami, a główną część heroiny przerzuca przez kazachską granicę, żeby następnie przewieźć ją do Rosji.
- Z czego „słynie” Kara Bałta? Dlaczego jedno z miejsc przerzutowych zostało umieszczone właśnie tam?
- Między innymi z tego, że w tym właśnie mieście ulokowano zorganizowaną grupę przestępczą Almaza Bakuszewa (pseudonim Bakusz), sportsmena urodzonego w 1960 roku, który ulokował w Kara Bałcie nielegalną fabrykę spirytusu. Bakuszew i jego ludzie przemycają przez granicę do Kazachstanu kontrabandy alkoholu, a jednocześnie i heroinę. Już dawno kanał został zmieniony. Jeśli dobrze pamiętam, Bakusza próbowano w zeszłym roku aresztować, jednak jego bojówki okrążyły posterunek milicji, a „autorytet” został wypuszczony. Świadek przestępstwa, którego dopuścił się Bakuszew, zmienił zeznania mówiąc, że się pomylił. Tak też wszystko trwa dalej.
- Czy może Pan podać nazwiska innych uczestników narkotykowego tranzytu?
- Jeśli nie boi się Pan o tym napisać … Mi to wszystko jedno. Proszę bardzo. W rejonie Pamiru (pasmo górskie w Azji Środkowej – przyp. autora) w Tadżykistanie, obecnie pierwsze skrzypce, jako organizator przemytu, według naszych danych, gra Salamszo, były dowódca polowy.
- Kto to? Muchabbatow?
- Tak, on. Sportsmen, zapaśnik, który osiągnął wiele sportowych sukcesów. W czasie wojny domowej – znaczący dowódca polowy zjednoczonej opozycji, głównodowodzący obroną Okręgu Wanczskiego. Od 1994 roku – przewodniczący Rady dżihadu Badachszanu.
W 1998, kiedy podpisano porozumienie pokojowe, na krótki okres został mianowany przewodniczącym Komitetu ds. nafty i gazu Tadżykistanu. Muchabbatow był na tyle mądry, żeby być skromnym człowiekiem, żeby nie dać się zastrzelić, jak byli opozycyjni „towarzysze broni”. Odszedł w cień, nigdy więcej żadnych funkcji nie sprawował. W ciągu ostatni pięciu lat Salamszo całkowicie znikł. A teraz – kieruje tranzytem narkotyków! Kilka lat temu jego konkurenci chcieli go otruć, jednak nic z tego nie wyszło, przeżył.
- Według mnie w Osz, popełniano „grzechy” na konto Adbula Nazarowa, głównego czekisty Górnego Badachszanu …
- Możliwe, nie wiem, jednak jego tadżyccy koledzy nie maja do niego pretensji. Mówi się, że „plotki się nie potwierdzają”. Chociaż, jest z kręgu byłych opozycyjnych działaczy, z bojówek, a nawet w swoim czasie, odsiedział swoje w Afganistanie. Teraz pracuje jako przewodniczący kierownictwa Bezpieczeństwa państwa w regionie górno-badachszanskim. W Tadżykistanie z Rosją niezbyt chętnie się kontaktuje, to Amerykanie zajęli się umocnieniem tadżyckiej granicy. Nawet im się to udaje …
- Niech będzie. A kolejni?
- Dalej, jak już mówiłem. Czon Alajski region. Osz i Dżalalabad. Kirgiscy milicjanci, kramarze (mali handlowcy) i politycy. Mogę potwierdzić, że krewni (brata byłego prezydenta) Żanysza Bakijewa, według moich obserwacji, poważnie wpływali na tranzyt narkotykowy. Milicjanci również starali się niczego nie przeoczyć. W gronie wysoko postawionych urzędników organów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych znaczącą rolę odgrywał Szeroz Mirzakarimow, będący za rządów Bakijewa pierwszym wiceministrem spraw wewnętrznych.
Następnie Mirzakarimow uciekł razem z Kurmanbekiem Bakijewem, gdzie znajduje się obecnie, nie wiadomo. Jednak przekazał pałeczkę Furkatowi Usenowowi, wiceministrowi spraw wewnętrznych Kirgistanu ds. południa. Ten został jednak pozbawiony stanowiska w kwietniu.
- Wiadomo gdzie teraz przebywa ten Usenow?
- Słyszałem, że został oddany do dyspozycji kierownictwa kadr w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Na pewno zostanie gdzieś skierowany. A polityczne lobby biznesu narkotykowego, nawet w parlamencie, wyjątkowo pewnie sobie siedzi.
- Na rzecz jakich ustaw lobbuje w parlamencie?
- Na co nam tutaj ustawy … Nie obawiamy się przecież, że narkotykowe lobby w Kirgistanie przyjmie, na przykład, ustawę legalizującą marihuanę. Nie w tym rzecz, funkcja tych polityków jest prosta: podtrzymywanie obecnego bałaganu w organach egzekwujących prawo w Kirgistanie, ochrona przestępców narkotykowych przed prześladowaniami, działanie w taki sposób, żeby służby specjalne kraju po prostu nie chciały związać się z wielkimi bossami z obawy przed znaczącymi nieprzyjemnościami politycznymi. Oni mają wszystko określone zgodnie z kwotami, kogo jaka partia popiera. Na razie wszystko dalej ciągnie się w ten sam sposób, rozmowy o walce z mafią narkotykową – to temat zastępczy, poruszany dla samozadowolenia.
- Powiedział Pan – politycy? Kto na przykład?
- Tak bardzo chce Pan to wiedzieć? Nie potrzeba daleko szukać, chociażby Kamczibek Tasziew, kierujący partią „Ata-Żurt”, parlamentarzysta. W tej gałęzi tranzytu, która biegnie z południa Kirgistanu do Uzbekistanu, jak podejrzewamy, wypełnia on jedną z kluczowych funkcji, już wyjątkowo długo. A zarobione w ten sposób pieniądze pierze w swojej sieci stacji benzynowych „Tomas”. Osobiście kilkakrotnie spotykał się ze wspomnianym już Salamszo, przy czym nie tylko na terenie Tadżykistanu, ale również i Kirgistanu, co nawet zostało udokumentowane.
- Kto to dokumentował i dlaczego?
- No, jaki mógłby być powód … Po prostu. W czasie, kiedy był Ministrem do Spraw Nadzwyczajnych (mowa o Salamaszo) kontakty z niektórymi ważnymi osobistościami z środowiska Bakijewa nie ułożyły się zbyt dobrze. Tak przynajmniej mi mówiono … Nie chcę wnikać w szczegóły, nie ma to bezpośredniego związku z moją pracą. A tak przy okazji, wie Pan, że Kamczibek Tasziew był pozywany, jeszcze do przewrotu 2010 roku, w sprawach karnych? Został zatrzymany z powodu masowych i niewyjaśnionych przekroczeń rozchodów w Ministerstwie do Spraw Nadzwyczajnych, z jego rozporządzeń zakupiono sprzęt komputerowy po dwukrotnie zawyżonej cenie w porównaniu z rzeczywistymi cenami. Następnie, 7 kwietnia, w czasie powstania, wszystkie dokumenty dotyczące spraw karnych wytoczonych przeciwko niemu dziwnym trafem spłonęły w budynku centrum kryminalistycznego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Chociaż one, w mojej opinii, oficjalnie nigdy nie zostały zakończone (zamknięte).
Mówię to dlatego, żeby Pan zrozumiał, dlaczego Salamszo znajdował się pod dozorem milicji. I zgodnie z naszym głównym tematem – jego funkcja w całym procederze jest znacznie prześwietlona. Zarówno on, jak i jego bliski kontakt z „nadzorującym” miasto Dżalalabad Kadyrem Dasonowem, pseudonim Dżengo, urodzonym w 1971 roku, który ściśle kontroluje uzbecką trasę tranzytu narkotyków. Dosonow – to ważna „figura” w kryminalnym światku Kirgistanu, w dużym stopniu związany z takimi prowodyrami narkotykowymi, jak: Kola Kyrgyz (Kolbaew), Anapiewa, Mamatow (Pokisz). Ma liczne kontakty z wpływowym klanem finansowym Ajdarowów. Nawiasem mówiąc, aresztowano niedawno w Kirgistanie syna Dżengo, Beksultana, miał przy sobie 39 kilogramów afgańskiego haszyszu. Ciekawe, uda mu się wywinąć czy nie?
- A jaka część przemycanych narkotyków trafia do uzbeckiego „kanału przerzutowego”?
- Według naszych szacunków, około 1/3 całego przemytu, który trafia do Rosji przez południe Kirgistanu.
- Jeśli są poważne podejrzenia, to dlaczego Tasziewa nie zatrzymano?
- Niech Pan spróbuje go zatrzymać. Sam Pan niedawno napisał w „Ferganie” o tym, dlaczego jego ludzie pobili urzędnika państwowych służb bezpieczeństwa Kirgistanu w czasie wykonywania przez niego obowiązków służbowych. Jednak trochę się Pan pomylił.
Faktycznie, początkowo wszystko wyglądało tak, że pracownicy Państwowego Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego „hodowali” sobie kryminalny autorytet, właśnie w dziedzinie biznesu narkotykowego. Napisał Pan, że był to Dżengo, jednak nie on a Zakir Kydyrbaew, pseudonim Zaka, urodzony w Karakulii, w Obwodzie Dżalalabadzkim. Tego dnia zjadł obiad u zbiegu ulic Bacha – Kolcewaja, i korzystając ze sposobności otrzymał „towar”. Od tego momentu zaczęto go bacznie obserwować.
I wtedy Zaka przychodzi do domu Tasziewa. Przy okazji powiem, jest możliwe, że nie zamierzał tylko rozliczyć się z pieniędzy, ale również chciał zostawić część narkotyków (wśród „gwardzistów” Tasziewa są narkomani, którym Tasziem zapewnia „towar”). Śledzący go nie zdawali sobie sprawy z tego, czyj to dom. Naprzeciwko domu Kamczibeka jest niewysokie wzniesienie, z którego bardzo dobrze widać jego posiadłość. Pracownik służby bezpieczeństwa poszedł stamtąd obserwować, jednak jego, jak to się mówi, „kupili” ludzie Tasziewa. Doprowadzili go do posiadłości i zaczęli się nad nim znęcać. Młody człowiek pokazał służbową legitymację, jednak to ich nie powstrzymało. Również w tej sprawie wszczęto postępowanie karne, ale zostało umożone.
- A co to za gwardia?
- Tasziew posiada na chwilę obecną dobrze uzbrojony wierny jego rozkazom oddział, na wzór wojska, w liczbie 200 „bagnetów”. Trzon oddziałów stanowią sportowcy, sponsorowani przez Tasziewa (między innymi tych, którzy uprawiają narodową dyscyplinę kuresz. Jednak nie tylko, są również zwykli przestępcy.
Znana jest również wersja, dostatecznie uzasadniona, że Tasziew zakazał usunięcia „Czarnego Ajbeka” (jakiś Sułtan w starożytnym Egipcie) Mirsidikowa z Dżalalabadu, który, jak się okazało był jego konkurentem, jeśli chodzi o tranzyt narkotyków.
- Zgadza się, Ajbek był wtedy w poważnym konflikcie z Kadyrżanem Batyrowym, to powszechnie wiadome.
- Zgadza się, konflikt miał miejsce. A z Ajbekiem obeszli się bardzo profesjonalnie. Bardzo profesjonalnie jak na małomiasteczkowych rozbójników. I, na tyle na ile wiem, dopuścili się tego ludzie bezpośrednio związani ze służbami specjalnymi Uzbekistanu, i stąd pochodzący.
- Po co tutaj uzbeckie służby specjalne?
- A jak Pan myśli, kto ochrania po tej stronie granicy konwój z narkotykami? Właśnie oni. I ten „potok”, który bezpośrednio płynie z Afganistanu do Termezu przez „złoty most”, jak również to, co przedostaje się przez nieszczelną granicę z Kirgistanem, rzekomo zamkniętą. A w skład jakiego biura, według Pana, wchodzi służba graniczna Uzbekistanu? Dokładnie, w składy Służb Bezpieczeństwa Narodowego.
- Kamczibek Tasziew z nimi współpracuje, czyż nie?
- Nie stwierdzam jednoznacznie, że Tasziew podpisał się pod tym pomysłem. Nie jest to jego obowiązkiem. Jednak są przypuszczenia, że łączą ich biznesowe interesy na szlaku narkotykowym.
- Jak Pan uważa, co się stanie, jeśli jesienią na prezydenta Kirgistanu zostanie wybrany człowiek związany z mafią narkotykową? Jaka będzie reakcja Rosji?
- Myśli Pan, że ona będzie tylko śledzić bieżące wydarzenia? Mało prawdopodobne. Jednak uczymy się przecież na własnych błędach. Drugi Bakiew na stanowisku prezydenta nikomu nie jest potrzebny. Kirgistan – suwerenną republiką? Świetnie, nie mam więcej pytań! Obywatele Kirgistanu mogą sobie wybrać na prezydenta, kogo będą chcieli, tutaj nie ma wątpliwości. Jednak sam też odpowie za konsekwencje tego wyboru.
W tym przypadku, jeśli będzie miało miejsce to, o czym Pan mówi, reakcja powinna być zrozumiała. Po pierwsze, wprowadzenie wymogu wizowego dla obywateli Kirgistanu. O tym mówił już Borys Gryzłow odnośnie Tadżykistanu, jednak i Kirgistan, w tym przypadku, wychodzi na to, że daleko „nie zajedzie”.
Po drugie, nalegamy, żeby naprawdę zamknąć granicę Unii Celnej, tj. granicę Kirgistan-Kazachstan. Obecnie panuje tam ogromny zamęt. Pozwolono na przewóz, dla własnego użytku, do 50 kg produktów. Wozy z chińskimi dobrami konsumpcyjnymi są rozładowywany przy przejściach granicznych, pakowane do toreb, i następnie przez tragarzy przenoszone na drugą stronę. Co jeszcze przy okazji oni w tych torbach przenoszą, nikt to końca nie wie. Myślę, że najwyższa pora z tym skończyć! Rosyjskie służby specjalne o całym procederze są bardzo dobrze poinformowane, jednak przymykają na wszystko oko i pozwalają biednym obywatelom Kirgistanu zapracować na kawałek chleba, w tych trudnych dla nich czasach. Jeśli nowy prezydent na poważnie zajmie się sprawą szlaków przerzutu narkotyków – wszystko od razu zakończy. Żadnych „transferów”, żadnych tragarzy. Taka, według mnie, będzie pierwsza reakcja, jak będzie naprawdę to się dopiero okaże.
- A czy Kirgistan jest poważnie narażony na wylew uzależnień od narkotyków?
- Naturalnie! W tym roku, w Kirgistanie, zgodnie z tym, co mówili mi moi znajomi, liczba oficjalnie zarejestrowanych narkomanów po raz pierwszy przekroczyła poziom 10 tysięcy osób. Oficjalnie! Żeby zdać sobie sprawę z rozmiaru problemu, liczbę 10 tys. należy pomnożyć, według mnie, razy 15. Dla państwa, które liczy sobie pięć milionów obywateli to już wystarczająco dużo. Dla mnie wyjątkowym cynizmem jest, kiedy politycy mówią o rozwoju ludności kirgiskiej, a jednocześnie trują ich bieluniem. Kirgizi nie zasłużyli sobie na takie traktowanie.